sobota, 18 października 2014

"Okulary, on i ja" Rozdział 2

Rozdział 2
   Jest! Ktoś tam siedzi. Mam nadzieję, że to jest Greg. Podeszłam bliżej. Co za niespodzianka! W altance siedział starszy pan, sąsiad mojej cioci,  - Willy von Bruchart. Jego rodzina pochodzi z Niemiec, ale dobrze mówi po angielsku i mieszka w naszym mieście od 15 lat.
-Dzień dobry panie von Burchart! - uśmiechnęłam się, lecz potem w myślach się zawiodłam, że nie czeka na mnie Greg.
-Witaj panno Hennings! Jak zdrowie?
-W porządku, dziękuję. Czy widział pan może tutaj chłopca, dosyć wysoki o długich, brązowych włosach? - spytałam skromnie i dziewczęco.
-Nie, niestety nie widziałem, a siedzę tu już dobre 2 godziny. Chyba muszę wracać do domu, ale może ten miły chłopiec co siedzi na kocu ci pomoże?- wskazał na znajomego mi chłopaka. Siedział tyłem do nas, ale wyglądał znajomo.
-Dobrze, chyba się go spytam. Dziękuję i do widzenia.
-Do widzenia. - Odrzekł pan Willy i udał się w kierunku wyjścia z parku, a ja podeszłam do dziwnie znajomo wyglądającego mi chłopaka.
-Przepraszam, czy... - nawet nie zaczęłam pytania, a on się odwrócił.
-Tak? - wiedziałam, że skądś go znam. To był Jeremy!
-Jeremy, to ty?- z trudem nie mogłam uwierzyć własnym oczom. - Co tu robisz? I dlaczego nie ma nigdzie Grega?
-Spokojnie Eli, nikt nie zadaje tylu pytań ile ty. - zaśmiał się, ale mi nie było do śmiechy. Spojrzałam na jego uśmiech. Był taki sam gdy podszedł wtedy do naszego stolika. - No dobrze już dobrze. Więc: Tak to ja. Co ja tu robię? Przygotowałem piknik dla nas, a domyślałem się, że się tu pojawisz, bo mówiłaś, że Greg cię zaprosił.
-Ale, czy Greg naprawdę mnie zaprosił?- spytałam już tracąc zupełnie nadzieję
-Tego nie wiem... Nic o tym nie mówił. - odrzekł Jeremy- Ale skoro nigdzie go nie ma to może przysiądziesz się do mnie? - spytał błagająco.
-Wiedziałam że to był tylko żart- pomyślałam i miałam już łzy w oczach.
Jeremy wstał i podał mi chusteczkę.
-Dziękuję - odparłam szeptem, nie miałam siły na nic.
-Chodź, usiądziesz na kocu. - powiedział Jeremy

   Całkiem fajnie się siedziało, ale nadal nie mogłam zapomnieć o Gregu i tym spotkaniu. Byłam z Jeremy'm w parku już godzinę. Rodzice się pewnie o mnie martwią.
-Słuchaj Jeremy, muszę już wracać do domu. Bardzo miło się tutaj z tobą siedziało. - odparłam miło i wstałam z koca po czym zaczęłam się kierować w stronę wyjścia z parku.
-Poczekaj Eli! - zatrzymał mnie - Chcę cię odprowadzić pod dom.
-To chodź - odpowiedziałam

Dziwnie tak iść z chłopakiem ulicami miasta. Z chłopakiem. Po raz pierwszy tak szłam z chłopakiem. Jeremy parę razy spróbował mnie złapać za rękę. Dotarliśmy już pod mój dom.
-To do jutra Jeremy. - pożegnałam się z nim
-Żegnaj i do zobaczenia. - pożegnał się i przytulił mnie mocno - Wszystko będzie dobrze - szepnął mi do ucha.
Jeszcze pomachałam do niego na pożegnanie, a on znów się do mnie uśmiechnął. Weszłam do domu. Zobaczyłam, że Thomas i Florian zjedli już obiad.
-Cześć Eli!- powiedział Thomas- Gdzie się podziewałaś? Rodzice się o ciebie martwili.
-Po pierwsze: nie TWOJA sprawa, a po drugie: rodzice o wszystkim wiedzą - tak naprawdę to lekko skłamałam, ale nie chciałam, żeby się do wszystkiego wtrącali.
-Elizo córciu, gdzie tyle czasu byłaś?- spytała mnie mama
-W szkole? A tak po szkole to byłam w parku- odpowiedziałam
-Dobrze, zjedz obiad i odrabiaj lekcje - powiedziała opiekuńczo mama

Nie miałam apetytu. Poszłam na górę do pokoju i położyłam się na łóżku. Myślałam o sytuacji z Gregiem i Jeremy'm. Czy naprawdę Greg zaprosił mnie na randkę?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz