piątek, 7 listopada 2014

"Okulary, on i ja" Rozdział 3

Rozdział 3
Wyszłam z pokoju i zeszłam coś zjeść.
-Witaj Eli - powiedziała Bella, przyjaciółka moich braci która u nich była - Co u ciebie? - spytała
-Cześć Bella - odrzekłam - Całkiem dobrze, ale mam różne problemy typowe dla nastolatków.
-Aha... Wiesz, słyszałam jak moja starsza siostra mówiła przez telefon chyba do swojej przyjaciółki, że jakaś Amanda organizuje imprezę z okazji jej 14 urodzin. I zaprasza wszystkich chłopaków którzy ją zaczepiają i jej się podobają. Oni nawet nie mogą odmówić. Stacy (moja siostra), mówiła do swojej przyjaciółki, że jej koleżanka słyszała jak Amanda mówi do przyjaciółki, że tylko one przyjdą i żadna inna dziewczyna - powiedziała Bella
-Okropne! Ale cóż to urodziny Amandy. Może zapraszać kogo chce - odparłam
Sam fakt o tym, że tylko przyjaciółeczki Amandy przyjdą, bo innych dziewczyn nie lubi, mnie nie dziwi, tylko to, że wszyscy chłopcy którzy ją zaczepiają przyjdą! Wiem, że tam będzie przynajmniej połowa chłopców z mojej klasy. Będzie tam też Greg.
   Zadzwoniłam do Julie. Opowiedziałam jej o urodzinach Amandy i gościach którzy tam przyjdą.
-Och, a przypadkiem nie będzie tam Grega?-spytała Julie
-Będzie i w tym kłopot... - odpowiedziałam
-A Jeremy? Będzie?
-On.. chyba też - mówiłam z uroczym głosem
-Zakochałaś się w nim? - spytała Julietta
-No może... Ale sama nie wiem co myśleć o tym. - odpowiedziałam
-Okej, ja kończę, spotkamy się w kawiarni Latino, ok?
-Dobrze, do zobaczenia
-Cześć - pożegnała się Julie.
Kawiarnia Latino była kafejką prowadzoną przez amerykankę z pochodzenia hiszpańskiego. Czasem wieczorem grają tam hiszpańscy muzycy. Pięknie grają i oczywiście są przystojni. Kobieta która prowadzi kawiarnię, odziedziczyła ją po mężu który zmarł i który kiedyś prowadził z nią kawiarnię. Ona ma syna i córkę młodszą od niego. A on jest rok starszy de mnie. Jak dowiedziałam się od Julie, on ma na imię Victor i mieszka 2 domy od Julie na tej samej ulicy. Chciałabym go kiedyś osobiście poznać.

   Już ją widzę. Stoi przy wejściu, ale nie sama. Rozmawia z... Czy się nie mylę? To Victor! We własnej osobie.
-Cześć Eli! - podchodzi do mnie Julie i całuje w policzki - To Victor, pamiętasz jak Ci o nim opowiadałam?
-Tak, pamiętam. Cześć - powitałam się z Victorem
-Siemka Elizka - odpowiedział Victor
-Chodźmy do środka - zaproponowała Julietta
Gdy weszliśmy do środka, zauważyłam grupkę chłopców 3 osoby i jeszcze 2 dziewczyny. Julie i Victor podchodzą do nich. Coś rozmawiają razem i znów podchodzą do mnie.
-Mam takie pytanie do ciebie. Czy chciałabyś należeć do naszego klubu? - spytał mnie Victor
-Hmm... Ciekawe, mogłabym - odparłam - A czym się zajmuje?
-Jest to klub o pomocy dla zwierząt. Rozdajemy ulotki, zbieramy na karmy i pomagamy schroniskom. - powiedział
-Jej! Całkiem sporo dobrych rzeczy tu robicie. Jak się nazywa wasz klub? - spytałam
-To klub "Pomocnej Łapy" - powiedziała Julie
Rozmawiałam razem z Victorem i Julie o klubie. Pomagają nie tylko bezdomnym psom, ale także koniom, kotom i innym hodowlanym zwierzętom którym dadzą radę pomóc. Zdecydowałam się dołączyć do klubu. Lubię pomagać zwierzętom.
   Poznałam dziś trzech nowych chłopaków. Pierwszy z nich nazywał się Daniel, był wysoki, nosił okulary kujonki i był "mózgiem" całego klubu. Z tego co wiem jest bardzo pomysłowy. Drugi chłopak nazywał się Olivier, był wysportowany, grał w koszykówkę i czasem w piłkę nożną. Lubił wszystkie sporty, a do klubu dołączył dlatego, że kiedyś pomagał w schronisku niosąc ciężkie opakowania karm dla psów. A ten trzeci z chłopaków - Jacob - miał psa. Miał, ponieważ ten pies, a właściwie suczka Moni została potrącona przez samochód. Jacob był bardzo przywiązany do Moni, więc po jej stracie nie mógł się zebrać do siebie przez miesiąc. Później chciał pomagać innym zwierzętom, by miały cudowne życie.
   Poznałam też dwie dziewczyny. Były to bliźniaczki dwujajowe czyli można je było odróżnić. Pierwsza nazywała się Bianka, miała kruczoczarne włosy, brązowe oczy, ale jasną cerę. Druga nazywała się Natalie i miała rudawe włosy, brązowe oczy, jasną cerę i piegi na policzkach. Dziś obydwie miały włosy splecione w dwa warkocze. Zaprzyjaźniłam się ze wszystkimi członkami klubu. Byli sympatyczni i serdecznie mnie przyjęli do siebie.
   Wracałam do domu o 19. Na dworze było jeszcze dość jasno. Gdy wróciłam do domu, sprawdziłam pocztę e-mail. Przyszła mi pewna wiadomość. Nadawcą była Amanda McLaughin. Napisała do mnie, że zaprasza mnie na swoje urodziny. To było bardzo dziwne, bo dziś słyszałam, że na jej urodziny przyjdą tylko jej najlepsze przyjaciółki (i oczywiście chłopcy), a ja do nich nie należę. Napisałam esemesa do Julie. Ona nie dostała takiego e-maila. Myślałam, że ktoś znów robi sobie ze mnie żarty.