Rozdział 3
Wyszłam z pokoju i zeszłam coś zjeść.
-Witaj Eli - powiedziała Bella, przyjaciółka moich braci która u nich była - Co u ciebie? - spytała
-Cześć Bella - odrzekłam - Całkiem dobrze, ale mam różne problemy typowe dla nastolatków.
-Aha... Wiesz, słyszałam jak moja starsza siostra mówiła przez telefon chyba do swojej przyjaciółki, że jakaś Amanda organizuje imprezę z okazji jej 14 urodzin. I zaprasza wszystkich chłopaków którzy ją zaczepiają i jej się podobają. Oni nawet nie mogą odmówić. Stacy (moja siostra), mówiła do swojej przyjaciółki, że jej koleżanka słyszała jak Amanda mówi do przyjaciółki, że tylko one przyjdą i żadna inna dziewczyna - powiedziała Bella
-Okropne! Ale cóż to urodziny Amandy. Może zapraszać kogo chce - odparłam
Sam fakt o tym, że tylko przyjaciółeczki Amandy przyjdą, bo innych dziewczyn nie lubi, mnie nie dziwi, tylko to, że wszyscy chłopcy którzy ją zaczepiają przyjdą! Wiem, że tam będzie przynajmniej połowa chłopców z mojej klasy. Będzie tam też Greg.
Zadzwoniłam do Julie. Opowiedziałam jej o urodzinach Amandy i gościach którzy tam przyjdą.
-Och, a przypadkiem nie będzie tam Grega?-spytała Julie
-Będzie i w tym kłopot... - odpowiedziałam
-A Jeremy? Będzie?
-On.. chyba też - mówiłam z uroczym głosem
-Zakochałaś się w nim? - spytała Julietta
-No może... Ale sama nie wiem co myśleć o tym. - odpowiedziałam
-Okej, ja kończę, spotkamy się w kawiarni Latino, ok?
-Dobrze, do zobaczenia
-Cześć - pożegnała się Julie.
Kawiarnia Latino była kafejką prowadzoną przez amerykankę z pochodzenia hiszpańskiego. Czasem wieczorem grają tam hiszpańscy muzycy. Pięknie grają i oczywiście są przystojni. Kobieta która prowadzi kawiarnię, odziedziczyła ją po mężu który zmarł i który kiedyś prowadził z nią kawiarnię. Ona ma syna i córkę młodszą od niego. A on jest rok starszy de mnie. Jak dowiedziałam się od Julie, on ma na imię Victor i mieszka 2 domy od Julie na tej samej ulicy. Chciałabym go kiedyś osobiście poznać.
Już ją widzę. Stoi przy wejściu, ale nie sama. Rozmawia z... Czy się nie mylę? To Victor! We własnej osobie.
-Cześć Eli! - podchodzi do mnie Julie i całuje w policzki - To Victor, pamiętasz jak Ci o nim opowiadałam?
-Tak, pamiętam. Cześć - powitałam się z Victorem
-Siemka Elizka - odpowiedział Victor
-Chodźmy do środka - zaproponowała Julietta
Gdy weszliśmy do środka, zauważyłam grupkę chłopców 3 osoby i jeszcze 2 dziewczyny. Julie i Victor podchodzą do nich. Coś rozmawiają razem i znów podchodzą do mnie.
-Mam takie pytanie do ciebie. Czy chciałabyś należeć do naszego klubu? - spytał mnie Victor
-Hmm... Ciekawe, mogłabym - odparłam - A czym się zajmuje?
-Jest to klub o pomocy dla zwierząt. Rozdajemy ulotki, zbieramy na karmy i pomagamy schroniskom. - powiedział
-Jej! Całkiem sporo dobrych rzeczy tu robicie. Jak się nazywa wasz klub? - spytałam
-To klub "Pomocnej Łapy" - powiedziała Julie
Rozmawiałam razem z Victorem i Julie o klubie. Pomagają nie tylko bezdomnym psom, ale także koniom, kotom i innym hodowlanym zwierzętom którym dadzą radę pomóc. Zdecydowałam się dołączyć do klubu. Lubię pomagać zwierzętom.
Poznałam dziś trzech nowych chłopaków. Pierwszy z nich nazywał się Daniel, był wysoki, nosił okulary kujonki i był "mózgiem" całego klubu. Z tego co wiem jest bardzo pomysłowy. Drugi chłopak nazywał się Olivier, był wysportowany, grał w koszykówkę i czasem w piłkę nożną. Lubił wszystkie sporty, a do klubu dołączył dlatego, że kiedyś pomagał w schronisku niosąc ciężkie opakowania karm dla psów. A ten trzeci z chłopaków - Jacob - miał psa. Miał, ponieważ ten pies, a właściwie suczka Moni została potrącona przez samochód. Jacob był bardzo przywiązany do Moni, więc po jej stracie nie mógł się zebrać do siebie przez miesiąc. Później chciał pomagać innym zwierzętom, by miały cudowne życie.
Poznałam też dwie dziewczyny. Były to bliźniaczki dwujajowe czyli można je było odróżnić. Pierwsza nazywała się Bianka, miała kruczoczarne włosy, brązowe oczy, ale jasną cerę. Druga nazywała się Natalie i miała rudawe włosy, brązowe oczy, jasną cerę i piegi na policzkach. Dziś obydwie miały włosy splecione w dwa warkocze. Zaprzyjaźniłam się ze wszystkimi członkami klubu. Byli sympatyczni i serdecznie mnie przyjęli do siebie.
Wracałam do domu o 19. Na dworze było jeszcze dość jasno. Gdy wróciłam do domu, sprawdziłam pocztę e-mail. Przyszła mi pewna wiadomość. Nadawcą była Amanda McLaughin. Napisała do mnie, że zaprasza mnie na swoje urodziny. To było bardzo dziwne, bo dziś słyszałam, że na jej urodziny przyjdą tylko jej najlepsze przyjaciółki (i oczywiście chłopcy), a ja do nich nie należę. Napisałam esemesa do Julie. Ona nie dostała takiego e-maila. Myślałam, że ktoś znów robi sobie ze mnie żarty.
piątek, 7 listopada 2014
sobota, 18 października 2014
"Okulary, on i ja" Rozdział 2
Rozdział 2
Jest! Ktoś tam siedzi. Mam nadzieję, że to jest Greg. Podeszłam bliżej. Co za niespodzianka! W altance siedział starszy pan, sąsiad mojej cioci, - Willy von Bruchart. Jego rodzina pochodzi z Niemiec, ale dobrze mówi po angielsku i mieszka w naszym mieście od 15 lat.
-Dzień dobry panie von Burchart! - uśmiechnęłam się, lecz potem w myślach się zawiodłam, że nie czeka na mnie Greg.
-Witaj panno Hennings! Jak zdrowie?
-W porządku, dziękuję. Czy widział pan może tutaj chłopca, dosyć wysoki o długich, brązowych włosach? - spytałam skromnie i dziewczęco.
-Nie, niestety nie widziałem, a siedzę tu już dobre 2 godziny. Chyba muszę wracać do domu, ale może ten miły chłopiec co siedzi na kocu ci pomoże?- wskazał na znajomego mi chłopaka. Siedział tyłem do nas, ale wyglądał znajomo.
-Dobrze, chyba się go spytam. Dziękuję i do widzenia.
-Do widzenia. - Odrzekł pan Willy i udał się w kierunku wyjścia z parku, a ja podeszłam do dziwnie znajomo wyglądającego mi chłopaka.
-Przepraszam, czy... - nawet nie zaczęłam pytania, a on się odwrócił.
-Tak? - wiedziałam, że skądś go znam. To był Jeremy!
-Jeremy, to ty?- z trudem nie mogłam uwierzyć własnym oczom. - Co tu robisz? I dlaczego nie ma nigdzie Grega?
-Spokojnie Eli, nikt nie zadaje tylu pytań ile ty. - zaśmiał się, ale mi nie było do śmiechy. Spojrzałam na jego uśmiech. Był taki sam gdy podszedł wtedy do naszego stolika. - No dobrze już dobrze. Więc: Tak to ja. Co ja tu robię? Przygotowałem piknik dla nas, a domyślałem się, że się tu pojawisz, bo mówiłaś, że Greg cię zaprosił.
-Ale, czy Greg naprawdę mnie zaprosił?- spytałam już tracąc zupełnie nadzieję
-Tego nie wiem... Nic o tym nie mówił. - odrzekł Jeremy- Ale skoro nigdzie go nie ma to może przysiądziesz się do mnie? - spytał błagająco.
-Wiedziałam że to był tylko żart- pomyślałam i miałam już łzy w oczach.
Jeremy wstał i podał mi chusteczkę.
-Dziękuję - odparłam szeptem, nie miałam siły na nic.
-Chodź, usiądziesz na kocu. - powiedział Jeremy
Całkiem fajnie się siedziało, ale nadal nie mogłam zapomnieć o Gregu i tym spotkaniu. Byłam z Jeremy'm w parku już godzinę. Rodzice się pewnie o mnie martwią.
-Słuchaj Jeremy, muszę już wracać do domu. Bardzo miło się tutaj z tobą siedziało. - odparłam miło i wstałam z koca po czym zaczęłam się kierować w stronę wyjścia z parku.
-Poczekaj Eli! - zatrzymał mnie - Chcę cię odprowadzić pod dom.
-To chodź - odpowiedziałam
Dziwnie tak iść z chłopakiem ulicami miasta. Z chłopakiem. Po raz pierwszy tak szłam z chłopakiem. Jeremy parę razy spróbował mnie złapać za rękę. Dotarliśmy już pod mój dom.
-To do jutra Jeremy. - pożegnałam się z nim
-Żegnaj i do zobaczenia. - pożegnał się i przytulił mnie mocno - Wszystko będzie dobrze - szepnął mi do ucha.
Jeszcze pomachałam do niego na pożegnanie, a on znów się do mnie uśmiechnął. Weszłam do domu. Zobaczyłam, że Thomas i Florian zjedli już obiad.
-Cześć Eli!- powiedział Thomas- Gdzie się podziewałaś? Rodzice się o ciebie martwili.
-Po pierwsze: nie TWOJA sprawa, a po drugie: rodzice o wszystkim wiedzą - tak naprawdę to lekko skłamałam, ale nie chciałam, żeby się do wszystkiego wtrącali.
-Elizo córciu, gdzie tyle czasu byłaś?- spytała mnie mama
-W szkole? A tak po szkole to byłam w parku- odpowiedziałam
-Dobrze, zjedz obiad i odrabiaj lekcje - powiedziała opiekuńczo mama
Nie miałam apetytu. Poszłam na górę do pokoju i położyłam się na łóżku. Myślałam o sytuacji z Gregiem i Jeremy'm. Czy naprawdę Greg zaprosił mnie na randkę?
Jest! Ktoś tam siedzi. Mam nadzieję, że to jest Greg. Podeszłam bliżej. Co za niespodzianka! W altance siedział starszy pan, sąsiad mojej cioci, - Willy von Bruchart. Jego rodzina pochodzi z Niemiec, ale dobrze mówi po angielsku i mieszka w naszym mieście od 15 lat.
-Dzień dobry panie von Burchart! - uśmiechnęłam się, lecz potem w myślach się zawiodłam, że nie czeka na mnie Greg.
-Witaj panno Hennings! Jak zdrowie?
-W porządku, dziękuję. Czy widział pan może tutaj chłopca, dosyć wysoki o długich, brązowych włosach? - spytałam skromnie i dziewczęco.
-Nie, niestety nie widziałem, a siedzę tu już dobre 2 godziny. Chyba muszę wracać do domu, ale może ten miły chłopiec co siedzi na kocu ci pomoże?- wskazał na znajomego mi chłopaka. Siedział tyłem do nas, ale wyglądał znajomo.
-Dobrze, chyba się go spytam. Dziękuję i do widzenia.
-Do widzenia. - Odrzekł pan Willy i udał się w kierunku wyjścia z parku, a ja podeszłam do dziwnie znajomo wyglądającego mi chłopaka.
-Przepraszam, czy... - nawet nie zaczęłam pytania, a on się odwrócił.
-Tak? - wiedziałam, że skądś go znam. To był Jeremy!
-Jeremy, to ty?- z trudem nie mogłam uwierzyć własnym oczom. - Co tu robisz? I dlaczego nie ma nigdzie Grega?
-Spokojnie Eli, nikt nie zadaje tylu pytań ile ty. - zaśmiał się, ale mi nie było do śmiechy. Spojrzałam na jego uśmiech. Był taki sam gdy podszedł wtedy do naszego stolika. - No dobrze już dobrze. Więc: Tak to ja. Co ja tu robię? Przygotowałem piknik dla nas, a domyślałem się, że się tu pojawisz, bo mówiłaś, że Greg cię zaprosił.
-Ale, czy Greg naprawdę mnie zaprosił?- spytałam już tracąc zupełnie nadzieję
-Tego nie wiem... Nic o tym nie mówił. - odrzekł Jeremy- Ale skoro nigdzie go nie ma to może przysiądziesz się do mnie? - spytał błagająco.
-Wiedziałam że to był tylko żart- pomyślałam i miałam już łzy w oczach.
Jeremy wstał i podał mi chusteczkę.
-Dziękuję - odparłam szeptem, nie miałam siły na nic.
-Chodź, usiądziesz na kocu. - powiedział Jeremy
Całkiem fajnie się siedziało, ale nadal nie mogłam zapomnieć o Gregu i tym spotkaniu. Byłam z Jeremy'm w parku już godzinę. Rodzice się pewnie o mnie martwią.
-Słuchaj Jeremy, muszę już wracać do domu. Bardzo miło się tutaj z tobą siedziało. - odparłam miło i wstałam z koca po czym zaczęłam się kierować w stronę wyjścia z parku.
-Poczekaj Eli! - zatrzymał mnie - Chcę cię odprowadzić pod dom.
-To chodź - odpowiedziałam
Dziwnie tak iść z chłopakiem ulicami miasta. Z chłopakiem. Po raz pierwszy tak szłam z chłopakiem. Jeremy parę razy spróbował mnie złapać za rękę. Dotarliśmy już pod mój dom.
-To do jutra Jeremy. - pożegnałam się z nim
-Żegnaj i do zobaczenia. - pożegnał się i przytulił mnie mocno - Wszystko będzie dobrze - szepnął mi do ucha.
Jeszcze pomachałam do niego na pożegnanie, a on znów się do mnie uśmiechnął. Weszłam do domu. Zobaczyłam, że Thomas i Florian zjedli już obiad.
-Cześć Eli!- powiedział Thomas- Gdzie się podziewałaś? Rodzice się o ciebie martwili.
-Po pierwsze: nie TWOJA sprawa, a po drugie: rodzice o wszystkim wiedzą - tak naprawdę to lekko skłamałam, ale nie chciałam, żeby się do wszystkiego wtrącali.
-Elizo córciu, gdzie tyle czasu byłaś?- spytała mnie mama
-W szkole? A tak po szkole to byłam w parku- odpowiedziałam
-Dobrze, zjedz obiad i odrabiaj lekcje - powiedziała opiekuńczo mama
Nie miałam apetytu. Poszłam na górę do pokoju i położyłam się na łóżku. Myślałam o sytuacji z Gregiem i Jeremy'm. Czy naprawdę Greg zaprosił mnie na randkę?
piątek, 15 sierpnia 2014
"Okulary, on i ja" Oficjalnie 1 rozdział nowej książki.
"Okulary, on i ja"
Rozdział 1
Otworzyłam drzwi.Już w tamtym momencie wiedziałam, że to będzie nowy rozdział w moim życiu. Zajrzałam do torby - w niej tylko kilka zeszytów, książki i długopis. Właśnie usłyszałam dzwonek. Weszłam prawie spóźniona do nowej klasy. Wszyscy siedzieli już w ławkach i patrzyli się oczami w których tęczówki są barwione na różne kolory. Mój wzrok zatrzymał się tylko na jednych oczach. Szłam wolnym krokiem do mojej ławki cały czas na niego się patrząc. On - to właśnie on. Miał na imię Gregor, koledzy mówili na niego Greg. Był wysokim brunetem o brązowych oczach i ciemnych kręconych dłuższych włosach. Gdy spoglądałam się na niego, czułam że po raz pierwszy tak bardzo się zakochałam w chłopaku.-Psst, Eli, masz kartkę - szepnęła do mnie moja przyjaciółka Julie.
Julie Julietta Hagert to moja przyjaciółka którą lepiej poznałam gdy szłam do szkoły średniej. Właśnie teraz zaczął się nowy rok szkolny.
Na kartce którą dała mi Julie po kryjomu, było napisane tak:
"Eli, spotkajmy się po szkole w altance koło parku, OK?
G.G."
Od razu wiedziałam od kogo jest ten liścik. Podpisany był inicjałami Grega Garlanda. Nie mogłam uwierzyć, że to on mnie zaprasza na randkę.
Na przerwie śniadaniowej siedziałam z moją przyjaciółką Julie. Jak zwykle siedziałyśmy przy małym stoliku w kącie. Lecz dzisiaj przysiadł się do nas Jeremy Johnson. Miał krótkie blond włosy i nosił okulary. Miał najbardziej niebieskie oczy na świecie, a kiedy się uśmiechał .. Och, ten uśmiech. Rozpromieniał całą jego twarz. Zaczęłam to bardziej dostrzegać już w tamtym roku. Zaczął się do nas uśmiechać.
-Cześć dziewczyny! - promiennym uśmiechem powiedział do nas. Widziałam błysk w jego oczach i światło lampy odbijające się od jego okularów.
-Cześć Jeremy. - odpowiedziała Julie niechętnie się odzywając. Przyznam też, że niezbyt za nim przepadała.
-Witaj - oznajmiłam, a wydawało mi się, że bardziej czeka na moje powitanie.
-Eli, mam do ciebie pytanie. - spojrzał na mnie tymi niebieskimi oczami - Czy masz jakieś plany na dzisiejsze popołudnie? - zapytał Jeremy.
-Greg zaprosił mnie na altankę koło parku... - odpowiedziałam z lekkim zastanowieniem - A dlaczego pytasz?
-Bo tak pomyślałem, czy poszłabyś może kiedyś gdzieś ze mną? - zapytał mnie Jeremy. Zdziwiłam się, że on się o to mnie pyta, a nie Amandę McLaughin. Bo on jej tak dokucza i w ogóle inni chłopcy ze szkoły też tak robią. Poza tym jest nawet ładna i nie dziwię się, że ma taką popularność. Ale to był raczej głos bardziej zdecydowany. Był pewny tego, że chce ze mną gdzieś pójść.
-Właściwie to możemy. - odpowiedziałam mu twierdząco, a on się uśmiechnął.
-Dzięki, to do zobaczenia! - Jeremy odszedł od stolika, a my oczywiście zamiast zjeść zaczęłyśmy o tym rozmawiać.
-Eliza, nie wiedziałam, że nawet Jeremy'emu się podobasz - powiedziała Julie
-Aj tam zaraz podobam. Może po prostu chce się no ... sama nie wiem. Lepiej dokończmy lunch, bo zaraz się przerwa kończy.
-Dobrze! - odrzekła Julie i zaczęła szybko jeść.
Po lekcji zostałam przed szkołą, by poczekać na Grega. Wszyscy wychodzili z budynku. Rozglądałam się, ale nigdzie go nie było widać. Usiadłam na ławce. Czekałam całą przerwę. Zaczęłam płakać. A jeśli to był żart? Greg najwidoczniej nie był mną zainteresowany. Jeszcze raz upewniłam się, czy Greg gdzieś na mnie czeka. Wyjęłam z kieszeni złożoną w kulkę karteczkę i zaczęłam ją rozwijać. Ponownie przeczytałam te słowa: " Eli, spotkajmy się po szkole w altance koło parku". Pomyślałam , że Greg może tam na mnie czekać od jakichś 20 minut. Szybko poszłam w stronę parku. Jest jeszcze nadzieja.
Nowa książka, wena i natchnienie. Wyjaśnienia.
Witam!
Mamy wakacje, a mi się trochę nudzi w domu. Byłam na obozie i spotkałam tam pewnego chłopaka który chodzi do mojej szkoły i klasy. Natchnęła mnie myśl, żebym napisała książkę młodzieżową na wzór "Pamiętnika nastolatki" B. Andrzejczuk oraz innych podobnych książek i oczywiście mojego własnego doświadczenia. Tak więc zapraszam do czytania! (Pierwsze zapiski już mam w swoim brudnopisie m.in. 1 rozdział, cały czas pracuje nad dalszymi)
Nowa książka będzie o typowej nastolatce (na przykład taka ja), która będzie miała różne kłopoty i nie wszystko będzie się układało po jej myśli. Raz będzie dobrze , raz źle. Ona ma 2 braci: jeden rodzony drugi przyrodni po ojczymie. Właśnie przeprowadzili się z Anglii do Ameryki. Mieszka w tym mieście od 3 lat. Idzie teraz do 2 klasy gimnazjum (Tak jak to by było po naszemu).
Nazywać się będzie Elizka Hennings.
Komentujcie wpis, niedługo (jakieś kilka dni lub jutro) pojawi się pierwszy rozdział nowej książki. Zdradzę tylko tytuł:
"Okulary, on i ja"
Do przeczytania!
Mamy wakacje, a mi się trochę nudzi w domu. Byłam na obozie i spotkałam tam pewnego chłopaka który chodzi do mojej szkoły i klasy. Natchnęła mnie myśl, żebym napisała książkę młodzieżową na wzór "Pamiętnika nastolatki" B. Andrzejczuk oraz innych podobnych książek i oczywiście mojego własnego doświadczenia. Tak więc zapraszam do czytania! (Pierwsze zapiski już mam w swoim brudnopisie m.in. 1 rozdział, cały czas pracuje nad dalszymi)
Nowa książka będzie o typowej nastolatce (na przykład taka ja), która będzie miała różne kłopoty i nie wszystko będzie się układało po jej myśli. Raz będzie dobrze , raz źle. Ona ma 2 braci: jeden rodzony drugi przyrodni po ojczymie. Właśnie przeprowadzili się z Anglii do Ameryki. Mieszka w tym mieście od 3 lat. Idzie teraz do 2 klasy gimnazjum (Tak jak to by było po naszemu).
Nazywać się będzie Elizka Hennings.
Komentujcie wpis, niedługo (jakieś kilka dni lub jutro) pojawi się pierwszy rozdział nowej książki. Zdradzę tylko tytuł:
"Okulary, on i ja"
Do przeczytania!
Subskrybuj:
Posty (Atom)